TOP 10
Dziesięć typów instruktorów jeździectwa

Teren_1.jpgTekst: Anna Lipczyńska

Po opublikowanej w zeszłym numerze liście klientów poczułam, że należałoby sprawiedliwie rozdzielać komplementy i również instruktorów uczcić opisem ich niepowtarzalnych umiejętności i charakterów. Temat niełatwy, ale tak jak jestem klientem różnych stajni i mogę dla kogoś okazać się idealnym przykładem z listy piekielnych nabywców usług, tak również jestem instruktorem i bez bicia mogę się przyznać, że własne wady widzę i uznaję. Przeczytajcie więc, jak umilam swoim klientom życie ja, moi znajomi instruktorzy albo mistrzowie, z którymi spotkałam się przy okazji uprawiania swojej pasji.

1. INSTRUKTOR OLEWKA

Na dzień dobry daje ci odczuć, że mu się nie chce i nie kryje swojego rozdrażnienia faktem, że pojawił się klient i chce jeździć, patrzcie go! Z łaską, półsłówkami odpowiada na twoje pytania, aż zrozumiesz, że lepiej nie zawracać mu gitary i brać, co daje. Jeśli zajęcia prowadzi na ujeżdżalni, to umila sobie czas, gadając przez telefon komórkowy i dla przyzwoitości rzuca co 10 minut jakąś arcyważną wskazówkę, np. „Pięta w dół!”. Zajęcia na świeżym powietrzu urozmaica sobie papieroskiem lub, wierzcie mi, bo widziałam to na własne oczy, puszką piwka. Co chwilę sprawdza na zegarku, kiedy te męki się skończą, a odrobina życia i żywszy ton wraca mu dopiero, gdy mówi: „Do widzenia!”.

2. INSTRUKTOR GADUŁA

To ja, to ja! Gada bez przerwy, opowiada ci historię stajni od zarania dziejów i każdego konia, jaki w niej przebywał. Nie dopuszcza cię do głosu, nawet gdy chcesz wtrącić nic nieznaczącą informację o tym, że ostatni koń w szeregu zgubił jeźdźca. Po godzinnych zajęciach lub wyjeździe w teren nie boli cię kość ogonowa tylko spuchnięte uszy i głowa. Na początku jesteś zachwycony tym otwartym i miłym człowiekiem, lecz po kilku zajęciach dochodzisz do wniosku, że relaks nie polega dokładnie na tym…

3. INSTRUKTOR NIEUK

Od początku czujesz, że coś tu jest nie tak. Instruktor myli pojęcia, wygłasza jakieś dziwne poglądy, myli mu się odpowiednia noga w galopie i każe ci poprawiać wykonane idealnie ćwiczenie. W dyskusje wdaje się chętnie, do momentu gdy zapędzisz go w kozi róg i widzi, że chyba się pogubił – wtedy ucina krótko rozmowę, wytykając ci twoje domniemane błędy i każąc poprawić dosiad. Nie wie, nie umie, nie potrafi, ale uparcie stoi na pozycji eksperta. Sam fakt posiadania papierów instruktorskich ma czynić z niego nieomylne guru. Wiedza fachowa – zerowa. Umiejętności jeździeckie – poniżej przeciętnej. Poczucie własnej wartości – gigantyczne. Trzymaj się od niego z daleka. Jeśli zaczynasz naukę, traktujesz instruktora jak autorytet i ani ci w głowie kwestionowanie jego słów. Gdy już trochę zgłębisz temat, zaczniesz się interesować i czytać fachową literaturę, nagle odkrywasz, że coś tu nie gra. Oby nie za późno – złe nawyki wpojone na początku ciężko wyeliminować. Gdy masz doświadczenie i od razu pojmujesz, że nieuk nadaje się tylko do pasienia krów, nie trać nerwów, nawracając go ze złej drogi. Z doświadczenia wiem, że pokory nabywa się samodzielnie, a nie przyjmuje w prezencie od kogoś, nawet życzliwego.

4. RYZYKANT

Jedna lekcja na lonży i kontynuujemy naukę anglezowania w terenie. Po wypytaniu cię, jak długo jeździsz konno, uznaje, że nadajesz się, by wsiąść na młodego konia. To nic, że dodając sobie animuszu, troszkę podrasowałeś swoje umiejętności w rozmowie – teraz sobie radź. Przewróciłeś się z koniem na przeszkodzie – powtarzaj ćwiczenie na tym samym koniu na tej samej przeszkodzie, aż się uda – albo skok, albo złamanie z przemieszczeniem. W terenie meldujesz, że nie czujesz się na siłach na galop? Robimy głosowanie, w demokratycznych wyborach przegrywasz i galopujesz z grupą, trzymając się kurczowo końskiej grzywy. Miałam przyjemność jeździć pod okiem ryzykanta – na małej ujeżdżalni, na grzbiecie kobyły w rui, w towarzystwie trzech ogierów. To, że ogiery burczały całą godzinę jak meserszmity, nie nastrajało bynajmniej optymistycznie, a siedzący na nich jeźdźcy demonstrowali umiejętności co najwyżej średnie i trudno mi było zaufać, że kontrolują konia na tyle, by nie połamał mi kręgosłupa przednimi kopytami.

Inne typy instruktorów znajdziesz w sierpniowym numerze "Koni i Rumaków".