JEŹDZIECTWO NATURALNE
Dominacja czy partnerstwo w treningu?

Tekst: Andrzej Makacewicz JNBT
Foto: Andrzej Makacewicz, Krzysztof Jarczewski

Natural.jpgDominacja to w jeździectwie wstydliwe dla niektórych słowo. Zwłaszcza w Stanach kojarzone jest z agresją i przemocą. Niektórzy trenerzy mówią wtedy, że: „Partnership to jest to”. Jedni mówią wtedy o partnerstwie, w którym 51% udziałów ma człowiek, a 49% koń albo wprost budują mit relacji partnerskich z koniem, opierając go o nasze ludzkie wyobrażenia. Hollywood jest w tym najlepsze.

Konie możemy trenować na wiele sposobów, ale zawsze pytam swoich słuchaczy: „Czego oczekujesz od tego zwierzęcia?”. Jedną pośród wielu metod treningowych koni jest jeździectwo naturalne promujące trening bez bólu i przemocy, opierające się na komunikacji z koniem w sposób zrozumiały dla niego – zgodny z jego postrzeganiem świata i zasadami panującymi w jego świecie. Oczywiście po to, aby osiągać z nim cele, jakie my sami stawiamy – czy to jazda sportowa, czy rekreacyjna, czy też tylko zabawa z ziemi. Dlatego też w tej metodzie uczymy patrzeć na różne sytuacje z punktu widzenia konia. Jednocześnie nasza ludzka natura – a może ograniczenie w pojmowaniu rzeczy dla nas nienaturalnych – każe nam wszystko, co się da antropomorfizować. I tak chętnie przenosimy ludzkie emocje i relacje na inne gatunki – psy, koty, konie i te wszystkie zwierzęta, które pozwalają nam na realizację budowania relacji ze światem zwierząt. Bo tak łatwiej nam je przyjąć. Jednak czasami wpadamy we własną pułapkę, jaką może być poszukiwanie partnerskich relacji w świecie koni bez zrozumienia sensu dominacji w świecie natury.

W programie JNBT studenci wiedzą, że kluczem do treningu opartego o relacje naturalne jest balans pomiędzy zaufaniem, szacunkiem a dominacją. Tak jak to jest w naturalnym środowisku tabunu koni. Tym jest m.in technika Monty’ego Robertsa Join Up. Dominacja uzyskana jest tam przez kontrolę ruchu i daje decyzję podporządkowania się konia nam jako przywódcy i podążania za nami.

Opisuje to uznany światowy autorytet związany z behawioryzmem koni dr Robert Miller w książce „Jeździectwo Naturalne bez Tajemnic” w rozdziale pt. „Klucz do przywództwa”: „Jeśli jeździec bądź trener potrafią zapanować nad ruchami nóg konia, to znaczy, że mają władzę nad jego umysłem. Panowanie nad ruchami zwierzęcia oznacza dominację. Jeśli koń nauczy się, że możemy spowodować jego ruch lub, przeciwnie, wstrzymać go, to zasygnalizuje ruchem głowy i mimiką pyska, że nas akceptuje jako przywódcę”.

Pracując tymi technikami zgodnie z modelem JNBT z kilkuset końmi rocznie, doświadczam tego zarówno ja, jak i słuchacze tego programu dosłownie z każdym koniem, który uspokaja się i decyduje się samodzielnie na dominację człowieka i podążanie za nim, pomimo że jest na wolności i może po prostu odejść. Pomysły mające przyciągać do technik naturalnych w oparciu o relacje partnerskie dają spore ryzyko w trenowaniu tych zwierząt i spotykam je na co dzień, widząc potencjalne zagrożenie dla człowieka lub nawet słuchając od studentów o kolejnych wypadkach. Zawsze gdzieś tam znajduję źródło w braku szacunku i zachwianych relacjach z dominacją konia.

Dalej Miller pisze: „Nawet trenerzy popełniają błędy. Nie chcę zdominować konia. Zależy mi na partnerstwie. Takie stwierdzenie jest całkiem bez sensu. Jeśli koń zdominuje układ partnerski, oznacza to nieodmiennie poważne kłopoty. Jednym ze źródeł tego nieporozumienia jest mylna interpretacja słowa ‘zdominować’”. (...)

To samo pisze Cezar Millan w książce „Jak zostać przywódcą stada” w rozdziale pt. „Dominacja i posłuszeństwo – dwie nowe definicje”: „Przywództwo z definicji oznacza pewien rodzaj władzy. Wpływu. Dominacji. Niestety, dominacja wydaje się w Stanach Zjednoczonych słowem tabu. (...) Prawda jest taka, że dominacja jest zupełnie naturalnym zjawiskiem, które można zaobserwować u wielu stadnych gatunków. (...) W świecie przyrody dominacja nie jest stanem „emocjonalnym”. Nie wiąże się z przymusem, winą ani poczuciem krzywdy. (…) Wśród psów nie ma osądów związanych z tym, kto w stadzie jest dominujący, a kto posłuszny i nie ma znaczenia, czy stado składa się z samych psów, czy też z jednego psa i człowieka. Pies nie będzie mieć do ciebie pretensji o to, że przejąłeś od niego rolę lidera. Doświadczenie mówi mi, że gdy właściciel przejmuje dowodzenie, psy odczuwają ulgę. (…) Psy cechują się znakomitym wyczuciem i miałem okazję widzieć tysiące psów tak naprawdę po raz pierwszy w życiu rozluźnionych, z chwilą gdy ich pan zdecydował się w pełni przejąć rolę i funkcję przywódcy. Ale zapamiętajcie moje słowa: kiedy pies wyczuje, że jego właściciel nie zamierza starać się o przywództwo w stadzie, sam będzie próbować zająć wolne miejsce. To leży w jego naturze – są to działania mające na celu utrzymanie sprawnego funkcjonowania stada. Zdaniem psa, ktoś musi w tej grupie rządzić. I kiedy to pies obejmuje tę funkcję, często ma to katastrofalny skutek zarówno dla niego, jak i dla właściciela”.

Więcej przeczytasz w grudniowym numerze "Koni i Rumaków".