WETERYNARIA
Choroby odzwierzęce cz. I

Tekst: Anna Sałek
Foto: Paulina Dudzik

Odzwierzece.jpgWielu właścicieli koni stawia zdrowie swojego pupila na pierwszym miejscu, stosuje profilaktykę i wzywa lekarza weterynarii, gdy zwierzę cierpi. Koń, ze względu na środowisko, w jakim przebywa, pasze, jakie spożywa, częste podróże na zawody, wystawy itp., a także inne czynniki, może łatwo zapadać na choroby zakaźne. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, że spora część tych chorób może być także niebezpieczna dla człowieka. Przedstawiamy krótki przewodnik po najniebezpieczniejszych zoonozach, z jakimi możemy się spotkać, przebywając z końmi.

Choroby zakaźne przenoszone przez zwierzęta są znane od wieków. Wiele z nich udało się całkowicie zwalczyć i/lub występują bardzo rzadko. Są też takie, których leczenie i profilaktyka są niezwykle trudne, a także takie, których rozpoznanie wiąże się z ogromnym rygorem urzędowym i niestety śmiercią osobnika, u którego je wykryto. Koń na szczęście nie stanowi dużego zagrożenia (o ile sam nie jest mocno narażony na zarażenie się, np. wścieklizną, od innych gatunków zwierząt) dla człowieka i większa część chorób „od-końskich” jest łatwa do rozpoznania i leczenia. W artykule opiszemy wybrane z nich – zarówno te popularne i proste w terapii, ale i te najniebezpieczniejsze (na szczęście występują rzadko!). W pierwszej części omówimy wściekliznę, wąglika i nosaciznę. W kolejnej – tężec, grzybice, leptospirozę i inne.

Wścieklizna

Jest chyba najniebezpieczniejszą zoonozą, która w wielu osobach budzi (słuszny!) strach. Kojarzona jest przede wszystkim z obowiązkowym, corocznym szczepieniem psów. W Polsce jest zwalczana z urzędu, czyli w momencie wystąpienia jej podejrzenia i potwierdzenia prowadzone są specjalne, często bardzo drastyczne działania (usypianie zwierząt, kwarantanny, wyznaczenie terenu zapowietrzonego i specjalnych obostrzeń na jego obszarze). Na szczęście, od kilku lat niewielka liczba przypadków tej choroby notowana jest u koni. Wynika to m.in. z faktu, że koń jest gatunkiem średnio wrażliwym na wściekliznę. Choroba wywoływana jest przez wirus neurotropowy (wykazuje powinowactwo do komórek układu nerwowego i to one są atakowane przede wszystkim), należy do rodziny Rhabdoviridae, rodzaj Lyssavirus. Wirus ten jest stosunkowo oporny na czynniki fizyczne, chemiczne i biologiczne. Całkowita inaktywacja zarazka zachodzi w 4˚C po 12 miesiącach, w 37˚C po 120 h, a w 100˚C po 2 min. Pod wpływem działania światła słonecznego wirus ulega zniszczeniu po ok. 2-3 h. Zwłoki zwierzęcia padłego na wściekliznę (najczęściej lis lub inny dziki ssak w lesie) są niebezpieczne nawet przez kilka-kilkanaście miesięcy. Koń zakaża się najczęściej przez pokąsanie przez wściekłe zwierzę. Na podstawie analizy wcześniejszych przypadków tej choroby u koni w grupie ryzyka znajdują się osobniki wypasane na terenach przyleśnych (szczególnie na terenach, gdzie choroba ta była wcześniej notowana), ale także konie, które użytkowane są w terenie. Wraz ze śliną chorego zwierzęcia do organizmu konia przez ranę trafia wirus wścieklizny. W wielu przypadkach wirus na tym etapie może być nieaktywny i dopiero po jakimś czasie staje się inwazyjny i niebezpieczny. Warto podkreślić, że u koni prawidłowo zabezpieczonych szczepieniami przeciwko wściekliźnie organizm już na tym wstępnym etapie jest w stanie skutecznie zwalczyć chorobę. Jeśli jednak koń nie był szczepiony, wirus rozpoczyna wędrówkę wypustkami komórek nerwowych, nerwami obwodowymi, do rdzenia kręgowego i mózgu. Kolejnym etapem jest infekcja różnych części ciała – najczęściej obserwuje się zmiany w obrębie głowy i szyi. Wirus trafia do ślinianek i tu po raz kolejny się intensywnie namnaża. Dlatego to właśnie ślina stanowi bardzo niebezpieczne źródło zakażenia. Krew chorego zwierzęcia nie jest niebezpieczna, ponieważ w krwi wirus wścieklizny się nie namnaża. Objawy choroby nie pojawiają się od razu po ukąszeniu, ale najczęściej po 2-3 tygodniach. Opisano także przypadki, kiedy choroba dała o sobie znać po ponad roku. Wyróżnia się dwie postacie wścieklizny: szałową, której towarzyszy silna agresja chorego, i cichą, porażenną. U koni najczęściej obserwuje się tę pierwszą. W klasycznych przypadkach przebieg choroby dzielimy na trzy części: 1) stadium prodromalne, czyli zwiastunowe, 2) podniecenie, czyli stadium szałowe, 3) porażenie. Choroba jest trudna do zdiagnozowania na samym jej początku. Objawy takie jak: posmutnienie, mniejszy apetyt, gorączka, objawy kolkowe, drżenia mięśniowe, czasem dziwna kulawizna, zaburzenia poruszania, sztywność ruchu, nadmierne ślinienie i dziwne zgrzytanie zębami, mogą sugerować wiele innych chorób – nie tylko zakaźnych. Warto wtedy dokładnie obejrzeć skórę konia i jeśli tylko natkniemy się na ślady po ugryzieniu, niezwłocznie należy wezwać lekarza weterynarii. Wiele ran po pogryzieniach jest bardzo bolesnych, obrzękniętych, z widocznym silnie rozwiniętym stanem zapalnym. Druga postać choroby, cicha, związana jest z pojawieniem się niezborności i postępującym porażeniem. To, co właściciel chorego konia może zauważyć, to częstsze oddawanie moczu i kału. Ostatnimi objawami przed śmiercią zwierzęcia jest porażenie ogona, zwieracza odbytu i częściowa lub całkowita utrata czucia w tylnych kończynach. Z kolei w postaci szałowej obserwuje się podniecenie i chęć ataku różnych przedmiotów, zwierząt i ludzi. Zdarza się, że konie atakują ściany boksu, poidła, żłoby, rzucają się na sąsiada z boksu obok, a w skrajnych przypadkach możemy mieć do czynienia z samookaleczeniem. Ogiery stają się bardziej dominujące i wykazują wzmożony popęd płciowy. Pod koniec choroby obserwuje się porażenie mięśni przełyku i gardła (zwierzę nie jest w stanie pobierać ani pokarmu, ani wody). Koń umiera najczęściej w ciągu kilku dni od pojawienia się pierwszych objawów. Wścieklizna u konia bez odpowiedniego programu szczepień zawsze kończy się śmiercią. Jak już wspominaliśmy, choroba ta jest zoonozą, czyli jeśli nasz koń w ataku szału pogryzie nas, wraz z jego śliną do naszego organizmu trafi wirus wścieklizny. Objawy, jakie obserwuje się u ludzi, są bardzo podobne do tych u koni. Okres wylęgania choroby trwa od 1 do 3 miesięcy. Czasami pojawiają się one po ok. roku i mogą początkowo przypominać objawy grypopodobne: gorączka, bóle głowy i towarzyszące im nudności.

Więcej przeczytasz w październikowym numerze "Koni i Rumaków".