cavaliada_1.jpgCavaliada Torwar
Polacy wciąż w czołówce

Tekst i foto: Małgorzata Odyniec

W Warszawie, jak co roku w marcu odbył się finał Ligi Europy Centralnej w skokach przez przeszkody. Na Torwarze rywalizacja zawodników rozpoczęła się już we czwartek 7 marca. Pierwszy konkurs kwalifikacyjny do Małej Rundy zwyciężył Łukasz Appel na ogierze Quite Donaldson. Drugie miejsce zajął reprezentujący Kazachstan, ale mieszkający w Polsce Andrei Shalohin na Charlize, a trzecie Norweżka Sandra Lovas na Uilskuikenie, którego znamy z wcześniejszych startów pod Jackiem Polikowskim. W konkursie Średniej Rundy wystartowały 93 konie, z czego 30 awansowało do drugiej fazy, która była rozgrywana według tabeli C, czyli zrzutki przeliczano na sekundy karne doliczane do czasu przejazdu. Bezbłędnie parkur drugiej fazy pokonało 17 par. Zwyciężył Holender Jur Vrieling na KM Carrerze, przecinając celowniki w czasie 29,16 s. Najlepszy z Polaków Michał Kaźmierczak na Aparcie z czasem 30,17 s zajął trzecie miejsce. Była to kwalifikacja do niezwykle emocjonującego konkursu Speed & Music, rozegranego w sobotni wieczór. Jako konkurs szybkości rozegrano też Dużą Rundę. Gdyby Jarosław Skrzyczyński na Zazou HBC nie popełnił błędu, wygrałby konkurs. A tak musiał się zadowolić drugim miejscem (66,04 s) za Duńczykiem Martinem Dinesenem Neergaardem na Zilagro (64,90 s).

            Piątkowe zmagania zawodnicy rozpoczęli od dwufazowego konkursu Małej Rundy. W konkursie pierwsza faza nie sprawiła kłopotów ponad połowie startujących. Zwyciężyła Rosjanka Natalia Simonia na Zanzibarze. Najlepszy z Polaków Łukasz Brzóska na Otello zajął trzecie miejsce. W Średniej Rundzie doskonale spisała się Małgorzata Kowala na Zimbie. Na 93 startujące pary tylko 13 pokonało parkur bezbłędnie. Dobry czas Małgosi – 53,62 s pozwolił jej zająć drugie miejsce. Wygrał przedstawiciel Rosji Mikhail Shemshelev na klaczy Cornetta. Duża Runda była pierwszym z czterech konkursów zaliczanych do Longines Ranking oraz do rankingu Cavaliada Tour, gdzie do wygrania był samochód Volkswagen Up. Do rozgrywki weszło 13 par, a trzech Polaków pokonało ją bezbłędnie. Najszybszy z nich był Jarosław Skrzyczyński na Balouzino. Jego przejazd był bardzo spokojny, ale szybki. Niestety, nie pozwolił mu wygrać konkursu, był dopiero czwarty. Łukasz Koza na wyhodowanym w SK Prudnik ogierze El Camp był niewiele od niego wolniejszy i zajął piątą pozycję. Piotr Morsztyn na Osadkowskim Van Halenie pojechał bardzo asekuracyjnie, widać było, że oszczędza siły na finał – efekt to dziewiąte miejsce. Zwyciężyła Holenderka Jody Van Gerwen na Acordzie, która ryzykując wykorzystała wszystkie możliwe skróty. Na tym samym koniu wygrała konkurs Potęgi Skoku, jako jedyna pokonując wysokość 210 cm. Kolejne trzy pary zajęły drugie miejsce ex aequo, w tym gronie znalazł się Łukasz Brzóska na A Quite. Tradycją Cavaliady stały się już konkursy zaprzęgowe. Są one niezwykle widowiskowe i cieszą się olbrzymią sympatią publiczności. W pierwszym z nich – liczonym do Halowego Pucharu Polski Volkswagena zwyciężył Jacek Kozłowski (FKJ Zbyszko Wiączyń Dolny), powożący końmi Mango i Centurią. Zmagania zaprzęgowców wprowadziły publiczność w atmosferę pokazów. Organizatorzy zadbali o ich różnorodność. W piątek był to blok pod patronatem Polskiego Związków Hodowców Koni i Agencji Nieruchomości Rolnych. Najpierw publiczności zaprezentowało się pięć ogierów czystej krwi arabskiej z Janowa Podlaskiego. Dosiadały ich uczennice tamtejszego Technikum Hodowli Koni ubrane w tradycyjne stroje. Później na płytę główną wjechały sulki ciągnięte przez ogiery zimnokrwiste ze Stada Ogierów w Kętrzynie. Jako następny pokaz zapowiedziano kaskaderów – „Bitwa Warszawska” na koniach huculskich z Gładyszowa. Jeśli ktoś z widzów liczył, że zobaczy polskich ułanów wygrywających jedną z przełomowych bitew w historii świata, to srodze się rozczarował. Przed widownią zaprezentowała się bowiem jazda kozacka. Byli to wprawdzie Kozacy kubańscy, ale mało kto wie, że w czasie wojny polsko-bolszewickiej walczyli oni w szeregach naszej armii. Moim zdaniem komentarz prowadzącego ten pokaz był w tym wypadku niewystarczający. Później warszawska publiczność mogła też podziwiać naturalną szkołę jazdy w wykonaniu Pawła Jachymka i Wichra.

W sobotę rozegrano finał Małej Rundy. Bardzo dobry przejazd zaliczył Maksymilian Wechta na Calandzie, który zajął drugie miejsce z czasem 30,25 s. Lepszy od niego był Węgier Sandor Szasz na Ferranie. Pokonanie drugiej fazy zajęło mu tylko 30,02 s.

            Do rozgrywki finałowej Średniej Rundy weszło 11 par, ale tylko jeden Polak – Andrzej Głoskowski na Crosie. W rozgrywce spisał się doskonale, ale od zwycięzcy Estończyka Gunnara Klettenberga dosiadającego ogiera L.B.Carnaval La Silla był wolniejszy o prawie 2 sekundy i zajął drugą pozycję. Tylko pięć par miało bezbłędne przejazdy.

Finałowy konkurs powożenia ponownie wygrał Jacek Kozłowski, ale ten fakt nie pomógł mu zwyciężyć w Pucharze. Zajął drugie miejsce, a zwycięzcą został Waldemar Kaczmarek (LKS Chersoń Bielin) w Warszawie powożący końmi Cyprianem i Cedroso. Trzecie miejsce wywalczył ulubieniec publiczności Bartłomiej Kwiatek (SLKS Książ) z końmi Drabem i Zanerem. Luzak zwycięzcy tak był przejęty wygraną swego zawodnika, że podczas dekoracji jako jedyny zapomniał o odkryciu głowy podczas grania hymnu narodowego.

            Sobotnie pokazy składały się z przedstawienia Teatru Konnego Cabriola, tanecznego pokazu koni fryzyjskich i tancerek oraz pokazu Kozaków kubańskich. Na arenę wjechał jednak zamiast spodziewanych Kozaków oddział szwoleżerów z czasów napoleońskich. Zaprezentowali oni musztrę wojskową. Potem tych samych koni, nie zmieniając napoleońskiego rzędu, dosiedli Kozacy. Pokazy same w sobie były atrakcyjne, ale brak dbałości o szczegóły raził. Szkoda, że nie zadbano też o dobór muzyki. Dlaczego polscy szwoleżerowie musieli jechać do melodii ukraińskich?

            W późnych godzinach wieczornych rozegrano konkurs Speed & Music, liczony do rankingu Longinesa. Przeszkody dochodziły do 145 cm wysokości. Najszybciej pokonał parkur reprezentant Austrii Gerfried Puck na Glock’s W’ Bo B – 48,59 s. Druga w konkursie Rosjanka Natalia Simonia na Quilacie przecięła końcowe celowniki w czasie 49,86 s. Bezbłędny przejazd zapewnił trzecie miejsce Maksymilianowi Wechcie na Boliwii. Gdyby jego rywale nie zrobili zrzutek, które przeliczono na karne sekundy, jego czas 50,64 s nie wystarczyłby do zajęcia wysokiego miejsca.

Całą relację z warszawskiej edycji Cavaliady przeczytasz w kwietniowym numerze "Koni i Rumaków".