Co wynika z pokazów tytularnych w 2017?

Tekst: Marta Borowska
Foto: archiwum

Aachen
Tegoroczny XXXV Puchar Narodów w Aachen (22–24 września), zaliczany do tzw. Trójkorony, na którą składają się także Czempionat Europy, rozgrywany naprzemiennie w Belgii i we włoskiej Weronie, oraz Czempionat Świata w Paryżu, odbył się przy niezłej frekwencji polskich koni. Przybyły araby z Janowa, Białki i Michałowa, a także ze stajni prywatnych – w sumie 16 reprezentantów Polski. Dodatkowo w Pucharze wzięły udział michałowskie konie będące w dzierżawach: Galerida oraz ogier Morion, nieco jeszcze młodzieńczy, ale jak się okazało, wystarczająco dobry, aby zdobyć brązowy medal w kategorii seniorów. Poza tym stawiły się konie polskiej hodowli, sprzedane w zagraniczne ręce. A także liczne grono polskich hodowców, dopingujących występy polskich koni. Niestety, pojawili się także ludzie, których sensem życia w tej chwili jest, jak się wydaje, chyba jedynie to, by szkodzić polskiej hodowli… Dodatkowo niezrozumiałe niekiedy werdykty sędziów nakładają się na widoczne często gołym okiem wpływy grup interesów.
W życiowej formie zobaczyć mogliśmy białecką Perfinkę oraz michałowską Galeridę. Pięknym widokiem była rywalizacja klaczy w czempionacie seniorek – a duża część z nich pochodziła z polskiej hodowli. Choć na czysto egipską, wyhodowaną w Katarze Anood Al Nasser w tym dniu nie było mocnych, to wyglądało na to, że Perfinka nie jest bez szans, aby stanąć na podium, tuż za Galeridą. Cóż, kiedy coraz głośniejsze zastrzeżenia w stosunku do pokazów afiliowanych przez ECAHO i w tym przypadku zdawały się potwierdzać. Czy nie dojdzie wkrótce do tego, że łatwiej będzie rozgrywać czempionaty bez udziału koni, a jedynie przy „zielonym“ stoliku? Do rywalizacji
mogliby stawać sami tylko właściciele. Przegrana Galeridy z Ekspulsją (zresztą również hodowli michałowskiej), należącą do Shirley Watts, to dość znaczący krok w tym kierunku. Wyrobiona niemiecka publiczność dała wyraz swej ocenie w głosowaniu, plasując Galeridę na drugim miejscu – przed, a nie za nadzwyczaj łaskawie potraktowaną przez sędziów Ekspulsją.
Być może doniosła rola, jaką odegrała pani Watts podczas pokazu i katastrofalnej aukcji w Michałowicach pod Krakowem, wymagała nagrody i stał się nią medal dla Ekspulsji? Zadbano zresztą nie tylko o występ konia należącego do brytyjskiej hodowczyni, ale także i o nią samą. Widok osoby znanej z niechlubnej aktywności w polskich mediach społecznościowych, gdy namolnie nadskakuje pani Watts, do przyjemnych się nie zaliczał. Nawiasem mówiąc, kim jest właściwie owa pani, która podaje się za specjalistkę od koni arabskich? Jakie są jej kwalifikacje, że uzurpuje sobie prawo nie tylko do krytyki, ale wręcz do zniesławiania innych? Usłużne media z politycznych pobudek podchwycą oczywiście każdą, najbardziej nawet absurdalną tezę, podsuniętą przez ludzi jej pokroju. A my stale jesteśmy świadkami smutnego spektaklu, którego w swojej małości nie potrafią lub nie chcą przerwać osoby, w imieniu których działają internetowi „recenzenci”.
Tuż przed czempionatem na arenie odbyła się uroczystość wręczenia nagrody za całokształt osiągnięć dla dyrektora Ignacego Jaworowskiego na ręce jego córek. Dziwna to była uroczystość i dziwaczna nagroda: 14 lat po śmierci uhonorowanego! Córki dyr. Jaworowskiego dumne i wzruszone dziękowały za wyróżnienie. I gdyby na tym się skończyło, wszyscy przeszliby do porządku nad tą jakże spóźnioną nagrodą. Ale oto coś się paniom pomyliło, być może sądziły, że to jakaś inna okazja. Polacy obecni w hali ze zdumieniem, a po chwili z niesmakiem, wysłuchali deklaracji politycznej o psuciu tradycyjnej przyjaźni z Niemcami i o rzekomo panującym w Polsce „koszmarze”. Nagrodę obie panie zadedykowały odwołanym w 2016 roku dyrektorom stadnin państwowych. „Polski rząd nie tylko szkodzi relacjom z Unią Europejską i z Niemcami, ale i dziedzinom dalekim od polityki, jak hodowla koni arabskich” – oświadczyły w swym wystąpieniu. Deklaracja ta, w cudaczny sposób mieszająca politykę z hodowlą, zaprzeczyła ich własnym słowom. Będąc w swoim mniemaniu specjalistkami od koni arabskich (któż dzisiaj nie jest?), a do tego znalazłszy się nagle w centrum wydarzeń (jedna z pań stale zamieszkuje w Kanadzie), pozwoliły sobie na „dramatyczny”, a w istocie wielce niestosowny komunikat na mającej przecież charakter święta imprezie. Przykre to dla nas jako nacji, a niestety też dość żałosne: skarżyć się na Zachodzie na swoje domniemane krzywdy. Resztki szacunku ulatniają się i pozostaje jedynie uczucie zażenowania.

Werona
Niestety, problem z organizacją ECAHO jest szerszy i wystarczająco nabrzmiały, aby mówić o nim głośno i publicznie. Szczególny asumpt dają do tego wydarzenia z Czempionatu Europy Koni Arabskich (28–29 października). No właśnie – czy to jeszcze czempionat Starego Kontynentu? To, że zwyciężają konie własności bliskowschodniej (wychowane na francuskich, belgijskich czy niemieckich pastwiskach), to jednak mniejszy problem; gorzej, że odbywa się to niezgodnie z elementarnym zdrowym rozsądkiem.
Spadek zainteresowania tą imprezą wśród europejskich hodowców jest widoczny. Zwykły europejski hodowca (pozbawiony na ogół potężnego marketingowego zaplecza) na własny („europejski”) czempionat już się nie wybiera – po co, skoro to już tutaj, a nie na czempionacie świata, musi zmierzyć się z arabskimi potęgami. Przy tym kuriozalne werdykty sędziów każą nam wątpić w uczciwość tej rywalizacji. Oto czwarty koń w klasie pokonuje w finale pierwszego! Tak potraktowano michałowską Pustynię Kahila, która nie zdobyła złota, choć w powszechnej opinii to jej się ów medal należał. A przecież to nie wyścigi, nie skoki, gdzie słabsza dyspozycja jeźdźca czy konia zepchnąć może uczestnika zawodów na dalsze miejsce – tu ocenie podlega eksterier, nie użytkowość. Z pięciu sędziów Pustynię wskazuje na złoto dwóch, na srebro jeden i, o dziwo, dwóch plasuje ją poza nagradzaną piątką – tak więc ostatecznie klacz zdobywa srebro. Skąd taka rozbieżność w ocenach? Czy to pytanie zadają sobie także władze ECAHO? Czy nie widzą tego, co jest oczywiste dla widowni? Czy nie w tym właśnie tkwi problem – w przyzwoleniu na takie działania? A może w braku kompetencji do kierowania taką organizacją jak ECAHO? Czyż może boleć, krzywdząca wprawdzie, lecz cudza porażka, gdy samemu się nie ma hodowli? Czy można zrozumieć towarzyszące temu emocje?

Paryż
Czempionat Świata (25–27 listopada), najważniejsza impreza „arabskiego” kalendarza. Polska ma solidną reprezentację – z Janowa cztery i z Michałowa siedem koni. Obecna jest duża grupa polskich kibiców. Niezłe są też wyniki: wprawdzie Janów wiezie do Polski tylko jeden tytuł Top Ten, ale Michałów nie zawodzi: cztery tytuły Top Ten i wiceczempionat świata dla Equatora. Może nieco rozczarowały klacze Emanolla i Poganinka, po licznych sukcesach w tym sezonie (Emanolla Top Five w Weronie, srebro Czempionatu Polski w Janowie, srebro festiwalu Al Khalediah w Nowych Wrońskach i srebro w Białce, a także złoto i tytuł Best in Show w Radomiu; Poganinka złoto podczas Al Khalediah European Arabian Horse Festival oraz złoto i Best in Show w Białce – wszystkie tytuły w kategorii klaczy młodszych). Po tej dwójce koni mogliśmy spodziewać się bardziej udanego występu; tymczasem, choć doskonale przygotowane, to jednak nie wyszły nawet z klasy. Mimo to polska ekipa miała prawo być zadowolona.
Cóż, kiedy i do Paryża zawitała swarliwa Polska. Po raz pierwszy w historii tej imprezy, zapewne nie przypadkiem i nie z powodu koni, pojawiła się tu polska telewizja. Obecni w Paryżu „specjaliści”
z przyjemnością udzielili jej wywiadu: były prezes Michałowa pogubił się w nietrafionych porównaniach motoryzacyjnych, a była urzędniczka (która po dwudziestu latach pobierania pensji twierdziła z całą szczerością – po kompromitującej aukcji w Michałowicach – że „dopiero się uczy”) Polskę określiła jako mały kraj w Europie. Byliśmy świadkami żenujących scen czyhania na obecnego prezesa Michałowa. Propozycja spotkania po czempionacie, w niedzielę, kiedy rzetelnie można by się odnieść do osiągniętych wyników, nie spotkała się z przychylnością. Nic dziwnego zresztą, skoro nie chodziło bynajmniej o reportaż z imprezy, ale o wieszczenie klęski i o lamenty nad upadkiem polskiej hodowli. W tym samym momencie, gdy ekipa z Michałowa świętowała sukces, polscy widzowie dowiedzieli się o klęsce polskich koni. Rzetelność godna ministra propagandy pewnego tysiącletniego mocarstwa.
Srebro dla Equatora skłania zresztą do kolejnej refleksji. Choć z daleka widać było jego przewagę nad konkurencją, wygrał katarski Wadee Al Shaqab. Znów listę zwycięzców ustawić można było w zasadzie bez oglądania koni. Przykre, że w tym procederze uczestniczą Polacy najgłośniej użalający się nad domniemanym upadkiem polskiej hodowli. Tak, upadła – w ich głowach. Prezes ECAHO Jaroslav Lacina ubolewa nad stanem polskiej hodowli i podobno modli się za nią (do kogo?). Tymczasem w powszechnej opinii europejskich hodowców ECAHO to zmurszała organizacja wymagająca gruntownej naprawy. Wyraźnie widać zwisającą, a przerwaną nić interesów łączących wąską, lecz głośną grupę, z polską hodowlą państwową. Kim są dziś ludzie, których nienawiść pcha do niegodziwych działań? Pozbawieni siły i tradycji polskiej hodowli, pokazali, kim są, bez zażenowania i najmniejszego wstydu organizując w Michałowicach czempionat w warunkach oczywistego konfliktu interesów. Niejasne przetargi, niejasne dzierżawy to historia hodowli w ich rękach: Equiborn KA od Espadrilli, El Palacio VO od El Dorady czy Emerald J od Emandorii – warto by się kiedyś przyjrzeć tym przykładom.
W Aachen, w Weronie i w Paryżu widzieliśmy, jak na forum międzynarodowym grupa ta stara się niszczyć reputację polskiej hodowli. Zapewne chodzi o to, by na samo hasło „polska hodowla” ludzie zatykali sobie uszy. Zadowolona może być z tego jedynie konkurencja. Stereotyp o kłótliwości Polaków okazuje się smutną rzeczywistością, a polski rynek sam siebie eliminuje z walki o klienta.
Czempionaty w ostatnich miesiącach przyniosły kolejne dowody na degradację ECAHO i sponiewieranie zasad przyzwoitości. To, co się dzieje w branżowych kuluarach, rodzi nadzieję na zmiany, bo nikt nie chce, aby jego praca i wysiłek były marnowane przez takie postaci. Zmiany, jeśli nastąpią, nie będą następstwem naturalnej wymiany pokoleń czy końca kadencji, ale efektem złych i pokrętnych działań obecnego zarządu tej organizacji.