Przez marokańskie wybrzeże

Tekst i foto: Marzena Józefczyk

Przez zagajniki arganowców, zwanych przez nas „drzewami wykałaczkowymi”, gdy robiliśmy pikniki pod ich kolczastymi gałęziami, poprzez marokańskie, górskie wioski, drogi i bezdroża, po szalone galopy po plażach na ogierach arabsko-berberyjskich… To właśnie rajdy z Magdą i Brahimem po atlantyckim wybrzeżu Maroka.

To wszystko wydarzyło się przez przypadek. Będąc już w trasie tropem konika szachowego, który najadł się szaleju, zadzwoniłam pod nieznany mi numer telefonu, który dostałam od Jacka Jasińskiego kilka miesięcy wcześniej na Sejmiku Górskiej Turystyki Jeździeckiej PTTK. Teoretycznie dzwoniłam w sprawie rajdu konnego w Maroku, nie będąc na niego w najmniejszym nawet stopniu przygotowana. Od tej chwili czas mocno przyspieszył, bo bardzo szybko okazało się, że właśnie w tej chwili na zorganizowanym dużo wcześniej rajdzie zwolniło się miejsce, na konia można wskoczyć właściwie z marszu, a fotograf bardzo się przyda. Do 10-kilogramowego bagażu podręcznego przygotowanego na trzy tygodnie w podróży nie zdołałam już nic dopchnąć, więc tylko szybko zamieniłam trampki na kowbojki, narzuciłam na siebie kamizelkę jeździecką, spakowałam przyjaciela i polecieliśmy…

Od tej pamiętnej rozmowy telefonicznej minęło zaledwie kilka dni, a my już siedzieliśmy na przepięknych ogierach berberyjskich i z zachwytem chłonęliśmy marokańskie krajobrazy. Ja dodatkowo cichutko w duszy dziękowałam sobie samej za tę kamizelkę jeździecką, bo na wybrzeżu Atlantyku wiało niemiłosiernie. Organizatorami rajdu byli Magda i Brahim – polsko-marokańska para, która z turystyką jeździecką związała swoje życie. Magda opisywała to tymi słowami: – Przyjechałam kilka lat temu na konie do Maroka. Poznałam Brahima, który był wtedy naszym przewodnikiem. I już zostałam, dzieląc swój czas pomiędzy pracę w Polsce i rajdy w Maroku…

Brahim wiele nie mówił, wpatrzony w zgrabną, drobną figurę Magdy i jej blond włosy. Nie inaczej na słowiańską urodę uczestniczek reagowali nasi berberyjscy przewodnicy… Czytaj więcej w lipcowo-sierpniowym numerze Koni i Rumaków.