„Koń jaki jest, każdy widzi” i wielkiego ochędóstwa potrzebuje

Z autorką Ulą Kowalczuk rozmawia Marta Borowska.

Foto: Dominika Frej Photography

Pani debiutancka książka nosi tytuł Koń jaki jest, każdy widzi – czyli alfabetyczny zbiór 300 konizmów. Co to są konizmy?

Kiedyś na jakichś zawodach w ujeżdżeniu zetknęłam się ze słowem „szranki”, które jest używane do określenia charakterystycznych białych płotków ustawionych wokół placu konkursowego. Przypomniało mi się wówczas powiedzenie „stanąć z kimś w szranki”, którego współczesne znaczenie było mi znane, ale nie wiedziałam, skąd ono się wzięło w języku polskim i jaki ma związek z tymi szrankami z placu, na którym odbywały się przejazdy konkursowe. I tak się zaczęła moja przygoda z „końskim” językiem polskim, która poprowadziła mnie do spostrzeżenia, że choć konie pełnią obecnie zupełnie inną funkcję niż kiedyś, to jednak w pewien sposób nadal są powszechnie obecne, bo trwale odcisnęły swoje piętno nie tylko w samym języku, lecz także w mentalności ludzi. Dawne i współczesne przysłowia, powiedzenia, związki frazeologiczne oraz metafory związane z końmi, ogólnie nazywane przeze mnie konizmami, posłużyły mi za punkt wyjścia do mojej książki, będącej  zbiorem dłuższych lub krótszych felietonów pisanych pod wpływem mojej pasji i doświadczeń jeździeckich.

Ile odnalazła Pani konizmów?

W języku polskim jest ich znacznie ponad 500. Niektóre są dawne, archaicznie brzmiące, ale przez to piękne, inne są do dziś często używane w języku codziennym. Przysłów i powiedzeń związanych z końmi używają bowiem i ci, co je kochają, i ci, co w ogóle nie mają z nimi do czynienia ­– słowem: wszyscy Polacy. Dajemy „konia z rzędem”, mamy „końskie zdrowie”, jesteśmy „kuci na 4 nogi”, potrafimy „stanąć dęba”, zażywamy „końską dawkę” leków, stajemy „w szranki”, otaczają nas „konie mechaniczne”, „dosiadamy swojego konika”. Nie ma dnia, żebym w radiu czy telewizji nie usłyszała jakiegoś konizmu, gdy ktoś mówi np.: „okiełznałem ten temat”, „znamy się jak łyse konie” lub „wygrali tę potyczkę w cuglach”.

Skąd wzięły się konizmy w języku polskim?

Koń zajmował w Polsce od wieków szczególne miejsce. Jest jednym z trzech polskich zwierząt narodowych (obok orła i bociana). Francuzi mają swoje wina, Hiszpanie – byki, Włosi – kuchnię, Niemcy – samochody. A Polska ma „swoje konie”, na grzbietach których – jak pisał przed wiekami hrabia Marian Czapski w swym dziele Historia powszechna konia – „wszystkie zasługi zachodniemu wyświadczyła światu”. Dziś nieczęsto pamięta się o tym, że w XVI i XVII w. Polska była potęgą w hodowli koni, którymi zachwycały się wszystkie narody europejskie, a gospodarka była oparta właśnie na hodowli koni, co stanowiło źródło potęgi naszego oręża i naszych zwycięstw w tamtych czasach. To spowodowało, że te wspaniałe zwierzęta stały się częścią naszej kultury, a miłość, podziw i przywiązanie dawnych masztalerzy i hodowców do nich ma dziś swoje odzwierciedlenie właśnie w języku polskim.

Mówi Pani, że książka nie jest pracą naukową. A jaką?

Przez ponad 4 lata wyszukałam w najróżniejszych źródłach ponad 500 konizmów. Słowniki dotyczące przysłów, porzekadeł, frazeologizmów zajmują się tym, kiedy ktoś użył takiego powiedzenia i objaśniają bardzo skrótowo, co ono oznacza. Czytaj więcej w majowym numerze Koni i Rumaków.